Życie z osobą uzależnioną często sprawia, że zaczynasz tłumaczyć jej zachowanie bardziej niż ona sama.
„Miał trudny dzień.”
„Wypił, bo był zestresowany.”
„Ostatnio miał problemy w pracy.”
„Przecież kiedy jest trzeźwy, jest zupełnie innym człowiekiem.”
„Muszę mu pomóc, bo sam sobie nie poradzi.”
Brzmi znajomo?
Usprawiedliwianie osoby uzależnionej często zaczyna się niewinnie. Chcesz chronić bliską osobę, rodzinę, dzieci, związek. Z czasem jednak możesz zauważyć, że coraz więcej energii poświęcasz na wyjaśnianie jego zachowania, ukrywanie konsekwencji jego picia i ratowanie go z sytuacji, które sam stworzył.
Dlaczego to robisz?
Bo kochasz.
Bo masz nadzieję, że tym razem naprawdę się zmieni.
Bo boisz się tego, co stanie się, jeśli przestaniesz pomagać.
Bo przez lata nauczyłaś się, że spokój w domu zależy od tego, jak dobrze przewidzisz jego zachowanie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy pomaganie przestaje być pomocą, a staje się sposobem na podtrzymywanie całego schematu.
Jeśli dzwonisz do jego pracy i tłumaczysz jego nieobecność, spłacasz jego długi, ukrywasz przed rodziną, że znowu pije albo przekonujesz dzieci, że „tata jest po prostu zmęczony” – chronisz go przed konsekwencjami jego zachowania.
A konsekwencje są częścią rzeczywistości, z którą osoba uzależniona wcześniej czy później musi się zmierzyć.
Ratowanie nie oznacza leczenia
Możesz zrobić wszystko, żeby ktoś nie ponosił konsekwencji swojego picia.
Nie możesz jednak za niego przestać pić.
Nie możesz za niego podjąć decyzji o leczeniu.
Nie możesz za niego przepracować problemu.
Nie możesz kochać go tak mocno, żeby uzależnienie samo zniknęło.
To bardzo bolesne odkrycie, ale jednocześnie może być początkiem Twojej wolności.
Zatrzymaj się i zapytaj siebie
Czy większość Twojego dnia kręci się wokół tego, czy on dzisiaj będzie pił?
Czy kontrolujesz, ile wypił?
Czy sprawdzasz jego zachowanie, telefon, kieszenie, zapach?
Czy próbujesz przewidzieć jego nastrój?
Czy często przepraszasz innych za jego zachowanie?
Czy ukrywasz prawdę przed rodziną lub znajomymi?
Czy czujesz, że jeśli przestaniesz go pilnować, wszystko się rozpadnie?
Jeśli na wiele z tych pytań odpowiadasz „tak”, być może od dawna żyjesz bardziej jego życiem niż swoim.
Możesz przestać go ratować
Przestanie ratowania nie oznacza braku miłości.
Oznacza uznanie, że każdy człowiek odpowiada za swoje decyzje.
Możesz powiedzieć:
„Nie będę już kłamać za Ciebie.”
„Nie będę spłacać Twoich długów.”
„Nie będę rozmawiać z Tobą, kiedy jesteś pijany.”
„Jeśli będziesz pił, zadbam o siebie i dzieci.”
To nie są groźby.
To granice.
A granica nie mówi drugiej osobie, co ma zrobić. Mówi, co Ty zrobisz, aby chronić siebie.
Najtrudniejszy krok
Najtrudniejsze może być zaakceptowanie tego, że nie masz kontroli nad tym, czy on się zmieni.
Masz natomiast wpływ na swoje decyzje.
Możesz zacząć odzyskiwać swoje życie.
Możesz przestać tłumaczyć.
Możesz zacząć mówić prawdę.
Możesz szukać pomocy.
Możesz nauczyć się stawiać granice.
I możesz w końcu zadać sobie pytanie nie: „Jak mam go uratować?”, ale:
„Co mogę zrobić, żeby uratować siebie?”
To nie egoizm.
To początek zdrowienia.



